Re: Ohydne paskudztwo amerykanskie
Takie same badziewie ładuje austriacki Red Bull i kilka firm rodzimych. Po prostu takiego gówna nie należy tykać, oprócz sytuacji ekstremalnych. Ale ogólnie jak ktoś mądrze pisze powyżej, ten syf powinien być obłożony akcyzą. Orban, który moim ulubieńcem nie jest, wprowadził tzw. podatek chipsowy i jestem obiema rękami za takim rozwiązaniem. Skoro szkodliwy tytoń jest dodatkowo opodatkowany, to produkty z ponadnormatywną zawartością tłuszczu, albo soli też powinny być obłożone jakąś akcyzą.
Projekt ministerstwa: Palarnie mają zniknąć z firm i lokali
Rok po zmianie przepisów ministerstwo zdrowia chce wyrzucić palarnie z firm i lokali - pisze "Gazeta Wyborcza". "Skoro społeczeństwo zaakceptowało ograniczenia, możemy wprowadzać dalsze" - zapowiedział wiceminister zdrowia Adam Fronczak. "Chcemy, by palarnie zniknęły z lokali i z zakładów pracy" - dodaje.
Hossa w rytmie zorby pachnie katastrofą
W czwartek inwestorzy cieszyli się chwilą, jak Grek Zorba. Radość, powodowana perspektywą upadku rządu, byle tylko uniknąć kłopotliwego referendum, to zbyt mało na hossę trwającą dłużej niż kilka dni.
Pomysł, by zapytać Greków, czy chcą, by im pomóc i czy chcą pozostać w Unii tak zszokował rynki, że za dobrą monetę przyjęły wczoraj to, że Grecja pogrąża się politycznym chaosie, o którym nie wiadomo ile potrwa i jak się skończy, a z pewnością nie będzie sprzyjał sprawnemu reformowaniu finansów i gospodarki. Groteskowo wyglądał sięgający chwilami 5 proc. wzrost indeksu w Atenach w dniu, w którym widać rozłam w rządzie, premier traci poparcie i nie może się zdecydować, czy być premierem, czy zrezygnować, a wszystko w przeddzień głosowania nad votum zaufania. Nie mniej kuriozalne były też prawie 4 proc. zwyżki w Paryżu i Frankfurcie, zredukowane na koniec dnia do 2,7-2,8 proc. W tym zamieszaniu inwestorzy nie byli też pewni, czy z obniżenia przez EBC stóp procentowych mają się cieszyć, czy nie. Będzie czas jeszcze się nad tym zastanowić.
Wall Street poddała się tym nastrojom w nieco tylko mniejszym stopniu. Dow Jones wzrósł o ponad 200 punktów, powracając powyżej poziomu 12 tys. punktów i zyskując prawie 1,8 proc. Nasdaq skoczył o 2,2 proc., a niemal 1,9 proc. w górę poszedł S&P500. Obraz rynku nie mógł się dzięki temu zmienić, skoro co dwa dni następuje diametralna zmiana nastrojów. Po ponad 4 proc. zwyżce z końca ubiegłego tygodnia, poniedziałek i wtorek przyniósł ponad 5 tąpnięcie, a kolejne dwie sesje wzrost o 3,5 proc.
Dopiero późnym wieczorem pojawiły się pierwsze informacje na temat obrad szczytu G20. Zajmowano się na nim nie tylko sytuacją w Grecji, ale także rekonstrukcją międzynarodowego systemu monetarnego oraz zmianą zasad funkcjonowania Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W obu przypadkach ma zostać uwzględniona pozycja dynamicznie rozwijających się państw, takich jak Chiny, Indie i Brazylia.
Dziś oprócz kolejnych aktów greckiego teatru, czeka nas publikacja wskaźników aktywności w usługach Niemiec i strefy euro. Dla Niemiec przewiduje się jego wzrost, dla strefy euro spadek do 47,2 punktu. Poznamy także dynamikę zamówień w niemieckim przemyśle. Oczekuje się ich spadku o 0,1 proc. Wczesnym popołudniem znane będą kluczowe wskaźniki, obrazujące sytuację na amerykańskim rynku pracy. Według prognoz stopa bezrobocia ma utrzymać się na poziomie 9,1 proc. Wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wynieść ma w październiku według szacunków 95 tys., sporo mniej niż miesiąc wcześniej. Analitycy liczą, że w sektorze prywatnym przybyło 120 tys. etatów. We wrześniu ich liczba zwiększyła się o 137 tys.
Na giełdach azjatyckich także huśtawka nastrojów. Po czwartkowych mocnych spadkach, dziś zdecydowana przewaga byków. Nikkei na godzinę przed końcem sesji zyskiwał 1,9 proc., po ponad 3 proc. w górę szły wskaźniki w Hong Kongu i Korei, Shanghai B-Share spadał o 0,1 proc., a Shanghai Composite rósł o 0,6 proc. Kontrakty na amerykańskie indeksy rano zwyżkowały po 0,1 proc., na europejskie rosły po 0,4 proc.
Im niższy etat tym mniejsza kwota wolna od potrąceń
Kwota wynagrodzenia, jaką trzeba wypłacić pracownikowi, wobec którego prowadzona jest egzekucja, zależy m.in. od jego wymiaru czasu pracy. - Pracuję w dziale kadr. Otrzymałam właśnie pismo o dobrowolnym zajęciu wynagrodzenia pracownicy na podstawie art. 91 k.p. Pracownica zarabia netto 1281,34 zł. Tymczasem kwota wolna od potrąceń to 1386 zł. Co zrobić w tej sytuacji" - pyta czytelniczka. W podanym przykładzie należy brać pod uwagę trzy istotne czynniki, które decydują o możliwości dokonania potrącenia z pensji podwładnej. Chodzi mianowicie o to, jakie koszty uzyskania przychodu są stosowane (podstawowe czy podwyższone), czy pracownica złożyła oświadczenie PIT-2 uprawniające do zmniejszania zaliczek na podatek dochodowy oraz w jakim wymiarze czasu jest ona zatrudniona. Ustalając wysokość możliwego potrącenia, należy się przy tym kierować pensją brutto pracownicy. Skoro jej miesięczne wynagrodzenie netto to kwota 1281,34 zł, to pensja brutto wynosi 1743,85 zł. Dla wyjaśnienia zasad ustalania potrąceń przyjęto założenia, że w kalkulacji jej wynagrodzenia stosowane są podstawowe koszty uzyskania przychodu w kwocie 111,25 zł., ma ona prawo do ulgi podatkowej (46,33 zł. miesięcznie) i pracuje na cały etat.
Wdrożenie systemu CRM może okazać się klapą ponieważ#8230;
Ostatnio na popularnym portalu społecznościowym przeczytałam zdanie rodem z horroru: „Ok 70% wdrożeń CRM (…) upada. Z pozostałych 30% jedynie cześć spełnia postawione przed nim zadania w sposób zadowalający, przy jednoczesnym zachowaniu budżetu i terminów.” Co prawda to dość apokaliptyczne podejście do zagadnienia wdrożeń, ale uznałam, że warto trochę na ten temat podumać. Zatem dlaczego wdrożenie systemu klasy CRM może okazać się klapą?
Falstart
Kluczowym problemem, przekreślającym szanse na powodzenie wdrożenia, jest błąd popełniany już na starcie-określenie czy CRM w ogóle jest firmie potrzebny. Zaskakująco często zasadność implementacji systemu CRM przysłaniana jest przez wdrożenie aplikacji samo w sobie, jako akt ulegania obowiązującym tendencjom na rynku. Aktualną „modę” na CRMy nierzadko pojmuje się zbyt dosłownie. Posiadanie w swoich zasobach narzędzia CRM nie może być podyktowane hasłem „Skoro wszyscy mają, to ja też powinienem.” Wzrostowy trend obowiązuje nie w wyniku mody ale w wyniku rzeczywistej potrzeby przedsiębiorstw, które muszą skutecznie zarządzać swoimi bazami danych i, aby się utrzymać na rynku, muszą robić to lepiej od konkurencji.
Cel…Pudło!
Co dalej? Określenie celów wdrożenia to niezwykle ważny etap implementacji systemu. Celem tym może być wzrost obrotów z danym segmentem klientów, prostota generowania określonych zestawień, pozyskanie konkretnej ilości nabywców w wybranym czasie. Może to trochę ignoranckie podejście ale wydaje się, że jeśli firma wie już, że chce mieć w system CRM, to też wie, po co chce go wdrożyć. Niby naturalna kolej rzeczy. Tymczasem na tym etapie wdrożenia mamy mnóstwo potknięć. Należy sobie zdawać sprawę z tego, że często pomysł na wdrożenie systemu CRM rodzi się w konkretnym dziale firmy (duże przedsiębiorstwa) lub w głowie konkretnej osoby (MŚP), która chce zmienić konkretny proces w firmie. Powiedzmy, że to dział lub pracownik odpowiedzialny za marketing w firmie. Przyjmijmy, że osoby decyzyjne dadzą się przekonać, że warto zainwestować w system, ale pod warunkiem, że pomysłodawcy zorganizują całe wdrożenie samodzielnie. Zarząd umywa ręce, bo nie ma czasu. To strzał w kolano.
W implementację systemu powinny zaangażować się osoby zarówno z managementu jak i z działów, które docelowo będą użytkownikami CRMa. W przeciwnym wypadku wyznaczony dział, w praktyce ograniczający się do jednej osoby, może dążyć-celowo lub nie-do osiągnięcia poprzez wdrożenie prywatnych korzyści. I tak, wracając do naszego przykładu, marketingowcy mogą zadbać o szybkie generowanie oferty i wysyłkę seryjną, a zapomną o kompletnej karcie klienta, pod kątem handlowców. W tak wybrakowanej formie stworzą dokument, określający celowość wdrożenia i na tej podstawie będę szukać ofert. Jeśli nie trafią na dostawcę, który nakłoni firmę do dodatkowych rozwiązań, inwestycja najprawdopodobniej okaże się w bliskiej przyszłości fiaskiem. Podsumowując, zamiast umywać ręce, firma (głównie zarząd) powinna wyznaczyć odpowiedzialnego, komunikatywnego kierownika projektu, który zaangażuje się w pełni we wdrożenie i zobowiąże się znaleźć odpowiedzialnego dostawcę. A odpowiedzialny dostawca to taki, który sporządzi kompletną analizę wymagań. Rozpatrzenie potrzeb firmy, a szczególnie pracowników, którzy mają korzystać z systemu, to absolutna podstawa udanego wdrożenia. Realizacja wyrwanych z kontekstu propozycji przedstawiciela firmy, nie wchodzi w grę.
Być jak Napoleon…
Kuleje strategia. Wszędzie trąbi się o tym, że wdrożenie systemu CRM wymaga zmiany w filozofii prowadzenia biznesu. Mianowicie wszystko sprowadza się do tego, że klient ma być maksymalnie zadowolony ze współpracy z firmą. Dzięki terminowości dostaw, spersonalizowanym ofertom, szybkości obsługi i dobrze poinformowanym konsultantom. I tu pole do popisu ma system CRM. WRÓĆ! Tu pole do popisu ma użytkownik systemu CRM. Aplikacja to tylko narzędzie archiwizacyjne, analityczne, prognostyczne i operacyjne. Właściwym wykonawcą działań, które mają usatysfakcjonować klienta, jest użytkownik. Owszem, ma on do dyspozycji nowoczesną aplikację, która działa półautomatycznie. Drugą połową musi być świadomy pracownik, który umie korzystać z informacji zgromadzonych w systemie CRM. I na tym ma polegać zmiana filozofii prowadzenia biznesu – użytkownik ma wiedzieć, do czego służy nowa aplikacja (podejście pro klient) i aktywnie wykorzystywać ją do realizacji nowej strategii w firmie.
Wyszkolić, nie wytresować
To nie koniec CRMowych anty-praktyk. Kolejny, duży problem związany z procesem wdrażania systemów CRM to traktowanie po macoszemu szkoleń pracowników. To od jakości szkoleń zależy, czy pracownicy będą korzystać z nowego narzędzia pracy. Każda innowacja w firmie, wymagająca świeżych umiejętności, umożliwiająca dokładniejszy wgląd w pracę personelu, wzbudza naturalny strach lub niechęć nawet najuczciwszego pracownika. Taka jest już natura człowieka. Coś w stylu obawy przed piszczącą bramką w sklepie odzieżowym. Przecież przechodząc nie mamy nic na sumieniu, a jednak w głowie jest takie dręczące przeczucie, że czujnik zaraz się uruchomi… Szkolenia z obsługi systemu CRM należy prowadzić nie pod hasłem „Dzięki CRMowi łatwo ocenimy waszą pracę”, tylko „Z CRMem będzie wam łatwiej pracować. Na przykład dzięki funkcjonalności…”. Pokazanie z głową zalet dla podwładnych (którzy obok zarządu również są beneficjentami systemu), zamiast obostrzeń, jakie nakłada aplikacja, bez dwóch zdań skróci czas i podniesie efektywność treningu. Odpowiedzialność za prawidłowy przebieg szkoleń spada zarówno na przedstawicieli firmy wdrażającej jak i przedsiębiorstwa, w którym wdrożenie ma miejsce.
To oczywiście nie wszystkie powody, przez które wdrożenia systemów CRM prędzej czy później upadają. Pominęłam oczywiste kwestie niewystarczających kompetencji osób odpowiedzialnych za wdrożenie zarówno po stronie dostawcy jak i odbiorcy systemu, czy przeszkody natury technicznej, jak np. niedostosowana infrastruktura IT. Mam jednak nadzieję, że ten mini antyporadnik okaże się remedium na podstawowe błędy praktyków CRM i sprawi, że proporcje ze zdania-horroru się odwrócą…
źródło: Wdrożenie systemu CRM może okazać się klapą ponieważ#8230;
Wilki syte, a owiec coraz mniej
Wilczy apetyt martwi podhalańskich baców. Od wiosny stracili kilkaset owiec. "Wilki są w Polsce objęte ochroną, więc skoro prawo nie pozwala do nich strzelać, to niech państwo je sobie zabierze" - proponują górale, którzy z niezadowoleniem patrzą na stawki odszkodowań.
Kaczyński: Jeśli zostanę premierem, Steinbach będzie persona non grata
"Musimy pewne sprawy stawiać zdecydowanie. Pani Erika Steinbach nie powinna być wpuszczana do Polski, skoro zachowuje się tak, jak się zachowuje" - mówi Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej i zapowiada, że jeśli PiS wygra wybory i utworzy rząd, szefowa Związku Wypędzonych zostanie uznana za persona non grata.
Strategia firmy na zmiennym rynku
Apple redukuje zamówienia na iPady o 25%. Taki wniosek można wysnuć po oświadczeniach kilku dostawców podzespołów dla Apple. Otwarcie mówią o zmniejszeniu zamówień. Informację taką podał Blomberg, na podstawie wypowiedzi analityków firm doradczych zajmujących się rynkiem urządzeń mobilnych. Czy to problemy w Apple czy nowa strategia firmy?
Jak się ma strategia firmy do wielkości produkcji?
Planowana jest kolejna wersja urządzenia - iPad3, co sugerowało by zmniejszanie produkcji wersji iPad2. Nie jest to do końca logiczne, bo skoro jest popyt na wersję obecną, nie warto "zarzynać" jej nowszą wersją. Chyba, że wprowadzenie wersji iPad3 jest tak bliskie, że nie warto produkować na magazyn. Apple wcześniej oświadczał, że ma zamkniętą listę dostawców podzespołów do nowej wersji tabletu. W większości pokrywa się oni z dostawcami wersji iPad2. Koncern zawsze zapewniał, że ma nabywców na wszystkie wyprodukowane urządzenia. Rynek stale generuje ssanie. Nie ma może kolejek przez sklepami Apple, ale produkty firmy są najczęściej kupowanymi na rynku. Czyli dotychczasowa strategia koncernu doskonale się sprawdza rynkowo.
Jak zmienia się strategia firmy na zmiennym rynku?
Na rynku pojawił się konkurent iPad’a rodem ze Stanów Zjednoczonych. Chodzi o tablet Kindle Fire, markowany przez Amazon. Marka ta odniosła olbrzymi sukces w handlu internetowym. Ma więc doskonale opanowaną dystrybucję, która na pewno będzie związana z modelem biznesowym nowego tabletu. Własna dystrybucja to także element tłumaczący bardzo niską cenę za urządzenie. Cena na poziomie 200 dolarów to fundament strategii rynkowej firmy. Nowy tablet będzie więc tańszy od dotychczasowych, oznakowany uznaną amerykańską marką, niezależny od kanałów dystrybucji i prawdopodobnie równie atrakcyjny technologicznie jak konkurencyjne. Ale bez dostępu do Android Market, bo Amazon ma swój własny sklep. Droga jaką podąża Amazon to bardzo ciekawa strategia: do dystrybutora książek, poprzez dostarczanie prawie wszystkiego za pośrednictwem internetu, po „własną” produkcję. O ile pierwszy produkt Amazon, czytnik książek Kindle, był logicznie powiązane z oferta pierwotną - czytelnictwem, to Kindle Fire idzie w szeregu z liderami zmian na współczesnym rynku mobilnym. Strategia firmy Amazon opiera się na rozszerzaniu. Na razie bez porażek. Czyżby to miało wpływ na decyzje produkcyjne Apple?
Strategia firmy a podejście do rynku.
Czy z powyższego można wysnuć wniosek, że zmaleje popyt na urządzenia pod marką Apple. Może po początkowej fascynacji następuje wystudzenie pożądania? Zbyt szybki wzrost może być także powodem do schłodzenia sprzedaży. To często jedyna strategia firmy na przegrzanym rynku. Tym bardziej, że Apple zawsze celował w cenę premium za swoje produkty. Masowość produktu, wcale nie musi być dla marki najlepszym rozwiązaniem. Trzeba wtedy bardzo często wprowadzać zmiany, wręcz aktywnie zarządzać rynkiem, aby klienci nie znudzili się marką. Z drugiej strony, szerokość portfolio produktów jakie zakłada strategia firmy, pozwala sadzić, że do nasycenia rynku we wszystkich obszarach aktywności Apple jeszcze ma bardzo daleko. A może strategia firmy zakłada wprowadzenie zupełnie nowego produktu? I nie chodzi wcale o cechy techniczne. Apple zmienił nasze podejście do komputerów. Są proste. Są przyjazne. Łatwo się dopasowują do naszych upodobań. Totalne zaprzeczenie Windows. Koncern jest jedną z najbardziej innowacyjnych firm na rynku. I nie chodzi tu o patenty i technologie ale o strategie rynkowe i podejście do marketingu.
Strategia firmy a konkurencyjność.
Innym powodem zmniejszania produkcji może być wzrost siły konkurentów, których jest coraz więcej. Pierwszeństwo na rynku iPad’a zostaje powoli dyskontowane porównywalnymi, czasami wręcz lepszymi parametrami urządzeń konkurencyjnych. Postęp technologiczny jest tak szybki, że jeden Apple może nie dotrzymywać kroku 40 firmom współpracującym z Google i korzystającym z systemu android. Nawet największa firma na świecie, Apple jest wyceniany na prawie 400 mld dolarów, może zostać w tyle za współpracującym konsorcjum skupionym wokół konkurencyjnego systemu operacyjnego. Apple popełnił już raz strategiczny błąd, który o mało nie zakończył się bankructwem firmy. Chodzi o zamknięty koncept komputerów Macintosh. Firma chciała stworzyć łatwy w obsłudze komputer, co jest doskonałą ideą wdrażaną obecnie w życie. Komputery ze znaczkiem nadgryzionego jabłka z założenia miał obsłużyć każdy użytkownik bez specjalnej wiedzy informatycznej. Opracowany w tym celu intuicyjny system operacyjny Mac OS i oparty na nim koncept Apple był zamknięty, w odróżnieniu od uwolnionego systemu PC oferowanego przez IBM. Apple uratowano, ale sytuacja się powtarza. O ile obecnie Apple jeszcze przewodzi, to jego pozycja stopniowo, ale systematycznie się osłabia.
Wszystko to domniemania, bo Apple nic nie potwierdza ani nie zaprzecza. Koncern z Cupertino przyzwyczaił nas do niekonwencjonalnych rozwiązań i zachowań. Choć strategia firmy wydaje się jasna, firma z Kalifornii stale nas czymś zaskakuje. Po ilości gotówki na kontach firmy możemy wnioskować, że to co zrobi będzie na pewno związane z realizacją założonych celów i strategią firmy. Koncern ten stać na bardzo efektywne konkurowanie. I pomimo negatywnego wydźwięku komentarza, nic złego Apple chyba nie grozi. Przynajmniej na razie. A marka Apple jest najbardziej pożądaną marką na rynku, zaraz po samochodzie Aston Martin (raport Cool Brands).
www.blog.brandtransactions.pl
źródło: Strategia firmy na zmiennym rynku
Napieralski gotów do rozmów z PO o większości parlamentarnej
Szef SLD Grzegorz Napieralski jest gotów, by po październikowych wyborach, przystąpić do rozmów z PO w sprawie budowania większości w parlamencie. "Skoro Donald Tusk nie chce budować większości w parlamencie, kiedy PO przegra, to ja oświadczam, że jestem gotowy do rozmów z PO, by budować większość, która patrzy w przyszłość bez obaw i chce zbudować Polskę nowoczesną i otwartą" - powiedział Napieralski.
Pożyczki od udziałowców w latach 2001-2002 objęte PPC
Udzielenie pożyczki spółce należy traktować jako zmianę umowy spółki, co skutkowało jej opodatkowaniem. Nie wchodziło tu w grę wyłączenie na podstawie art. 2 pkt 4 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC), zgodnie z którym nie podlegają opodatkowaniu czynności cywilnoprawne, jeżeli przynajmniej jedna ze stron z tytułu dokonania tej czynności jest opodatkowana VAT lub jest z niego zwolniona. Tak orzekł WSA we Wrocławiu 11 sierpnia 2011 w połączonych sprawach (I SA/Wr 760-764/11). Spółka zwróciła się z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty podatku uiszczonego od pożyczek. W jej ocenie udzielenie pożyczki przez udziałowca nie podlegało PCC. Spółka uzasadniała to obowiązującym w dacie zawarcia umów (lata 2001 - 2002) art. 2 pkt 4 ustawy o PCC, z którego wynikało, że podatkowi temu nie podlegały czynności cywilnoprawne, jeżeli przynajmniej jedna ze stron z tytułu dokonania tych czynności była opodatkowana VAT lub była z niego zwolniona. Spółka wywodziła, że skoro jej udziałowiec będąc podatnikiem VAT podlega reżimowi ustawy o VAT, to opodatkowanie PCC w świetle przywołanego przepisu było niezasadne. Organy podatkowe wskazały natomiast, że ustawodawca potraktował udzielenie pożyczki przez udziałowca jako specyficzny sposób zmiany umowy spółki. Ich zdaniem użyta przez ustawodawcę konstrukcja "zmiany umowy spółki" wyklucza wyłączenie z opodatkowania PCC na podstawie ustawy o VAT.
źródło: Pożyczki od udziałowców w latach 2001-2002 objęte PPC